niedziela, 7 sierpnia 2011

Moje pędzle do makijażu :)

Korzystając z okazji, że dziś prałam swoje pędzle mogę je pokazać i po krótce opisać :) Moc pędzli do makijażu odkryłam całkiem niedawno, stąd ich ilość w mojej kolekcji jest niewielka, aczkolwiek mnie to zdecydowanie wystarcza. Jestem fanką pędzli tańszych niż MAC czy Sigma, moje zbiory to tzw. "zwyklaczki", a spisują się naprawdę bardzo dobrze. Niedawno na youtube filmik o swoich pędzlach dodała dziewczyna, która zaczęła nagrywać filmiki niedawno, maxineczka, która pokazując swoje pędzelki powiedziała jedno bardzo ważne zdanie. A mianowicie, cytując maxineczkę, piękny i staranny makijaż można wykonać bez użycia pędzli na grube pieniądze. Zdecydowanie się z tym zgadzam. A oto moi pomocnicy:


Wspomnę tylko, że pędzla do podkładu nie używam, gdyż od lat nakładam go palcami, a do nakładania pudru pędzel zamieniłam niedawno na gąbeczki i jestem o wiele bardziej zadowolona (tak nałożony puder matuje na dłużej). A teraz dokładniej o przedstawionych pędzlach:
  • pierwszy to dwustronny pędzlek z H&M, który kupiłam za 9,90 złotych, jedna jego strona to precyzyjna, średniej wielkości kulka do nakładania cieni w załamaniu, zaś druga to skośny pędzel, który używam to malowania kreski cieniem lub nakładania go na dolną powiekę, póki co nie rozczapirza się i świetnie mi się nim pracuje
  •  kolejny pędzel to zwykły, średni, płaski do nakładania cieni na powiekę z rossmannowskiej serii For your beauty, który kosztował ok. 14 złotych, co prawda zdążył się juz rozczapirzyć, ale ma już swoje lata, a mimo to nadal fajnie się spisuje, jak za taką cenę pędzelek jest naprawdę super :)
  • trzeci pędzel to najdroższy (całe 32 złote :) z mojej kolekcji - czyli pędzel do blendowania z firmy Inglot w oznaczeniu S66 (czego na zdjęciu nie widać - podziękujmy lampie błyskowej;), ma go sporo osób i sporo osób też go chwali, jest miękki, idealny do rozcierania cieni, ja nakładam nim także rozświetlacz w wewnętrznym kąciku oka i pod łuk brwiowy, spisuje się bardzo dobrze i wart jest swojej ceny
  • przedostatni pędzelek to mały, języczkowy również z Inglota o numerze 11S, za który zapłaciłam 29 złotych, według mnie nie jest wart swojej ceny (szczerze to nie wiem dlaczego go kupiłam - chyba jakieś chwilowe zaćmienie:) jest to po prostu zwykły "języczek" - fajnie się sprawuje, ale bez szału no i nie za prawie trzy dychy
  • i ostatni, genialny pędzel Essence za śmieszne pieniądze (ok. 12 złotych), który używam do nakładania bronzera (różu raczej nie używam), pędzel jest po prostu super - świetna, niska cena a jakość bardzo dobra i przede wszystkim jest precyzyjny, ciężko sobie zrobić nim krzywdę, mój zdecydowany ulubieniec obok pędzelka z H&M, poza tym po prostu cieszy oko:)

Moje pędzle nie są drogie, ale u mnie spisują się świetnie i polecam je każdej dziewczynie! Pozdrawiam :)

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń